Czytaj więcej recenzji płyty „Mazurki niepojęte”

,,Dzikość,trans,poezja”
Płyta „Mazurki niepojęte” jest prawdziwie nie do pojęcia, a dokładniej muzyka zamieszczona na tej płycie. Dla mnie, etnomuzykologa i radiowca obserwującego muzykę tradycyjną od ponad 40 lat jest spełnieniem marzeń, ucieleśnieniem ideału wierności tradycji i zarazem – na naszych oczach – jej rozwoju.
Rodzina pochodzi ze wsi, „pamiętam jak przez mgłę, że mama chodząc po domu nuciła sobie cichutko albo śpiewała głośno na weselu” – pisze we wstępie do ascetycznie wydanej płyty Jan Malisz. „Zabieram wiec Zuzię i Kacpra w świat mojego dzieciństwa, żeby go poznali chociaż w małej części, aby ich również zainspirował”. I my słuchając płyty czujemy i widzimy, że to się dzieje. Że opowieści ojca o muzycznym świecie dzieci mają już we krwi i sercu. Ale przede wszystkim słyszymy muzykę, która choć tradycyjną jest i wprost z Pogórza pochodzi, to żyje własnym życiem dzięki talentom wszystkich jej twórców: ojca Jana grającego na wielu instrumentach – skrzypcach, basach, lirze korbowej, gitarze i akordeonie, córki Zuzanny obdarzonej wspaniałym białym głosem i rytmicznym darem idealnego tempa rubato (gra na bębnie obręczowym, barabanie i basach), i syna Kacpra – utalentowanego skrzypka. Jego polotowi, umiejętnościom improwizacyjnym i wręcz jazzowym skłonnościom – choć jazz zatopiony jest w tradycji polskiej wsi – zawdzięczamy tę niepojętą podróż muzyczną po mazurkach i nie tylko. Niepojęte są te „Mazurki” i rodzina Maliszów, nie dziwią zachwyty, doskonałe miejsca na listach przebojów muzyki świata, aplauz na koncertach. Będziemy czekać niecierpliwie na następną!
Maria Baliszewska :redaktor RCKL w Polskim Radiu Dwójka


„Na szczególną uwagę zasługują wirtuozerska gra na skrzypcach Kacpra i przepiękny głos młodziutkiej Zuzanny.”
J. Skolimowski (Newsweek)
Newsweek


Jedna z najciekawszych grup sceny muzyki etnicznej, eksperci od grania na żywo, daje dowód studyjnej dojrzałości.
Nieustanne skrzypcowe popisy urozmaicają dźwięki moraharpy (Kacper) czy gitary (Jan). W śpiewanej przez Zuzannę “Balladzie o sierotce” słychać lirę korbową – zresztą słów jest na płycie tak mało, że każde słowo Maliszówny przynosi ciarki. To piękny głos, ale o świeżości i młodzieńczości “Mazurkówniepojętych” decyduje przemieszanie utworów tradycyjnych z własnymi. Takie brawurowe podejście to istota muzyki, muzykant musi pisać nowe melodie. Kapelę zawiodło to, jak mówią, “z górki na mazurki”.
Jacek Świąder(Gazeta Wyborcza)


,,Beskidy w transie”
Niepojęte. A więc niezrozumiałe, tajemnicze, nieodgadnione. A dla mnie również magiczne i zwyczajnie piękne są mazurki niezwykłej Kapeli Maliszów. Transowość to chyba zresztą klucz, motto tego albumu. Kiedy pierwszy raz słuchałem otwierającego album „Mazurka Niepojętnego” – przecież tradycyjnie polskiego – stanęli mi przed oczami nie tańcownicy z „Chłopów”, ale… wirujący derwisze. Rację ma więc Kaśka Paluch, kiedy pisze (dla etnosystem.pl), że „używając dzisiejszej terminologii wywodzącej się z muzyki elektronicznej, możnaby spokojnie powiedzieć, że Kapela Maliszów to nieustanne loopy”. Czyli zapętla te swoje transowe melodie, wraz z każdym niemal taktem zagęszcza klimat i podkręca atmosferę zmuszając naturalnie nasze ciało – jeśli nie do tańca, to przynajmniej do kiwania głową czy ruszania nogami.
Oj tak, ta płyta to jeden wielki muzyczny odlot. I warto dać mu się uwieść.
Artur Szklarczyk (www.t-mobile-music.pl)

Brak możliwości komentowania